Z tej cudownej strony czynnie korzystam dopiero od stycznia tego roku. Wiedziałam o niej od dawna i zachwycona ideą czekałam na moment kiedy mnie samej uda się skorzystać z okazji i sprawdzić jak to wygląda w praktyce. Dla tych którzy idei strony nie kojarzą - kanapowy surfing zrzesza masę ludzi z całego świata, którzy oferują odwiedzającym ich miasto swoją "kanapę" - czasem dosłownie, a czasem okazuje się, że dostajesz na własność domek dla gości. Nie polega to jednak tylko na darmowym noclegu. Ideą jest stworzenie możliwości poznania kultury danego kraju, miejsca. Oprowadzamy gościa po swoich ulubionych lokalizacjach w danym mieście, pokazujemy swoje ulubione knajpy, czy muzea. Może się też skończyć jedynie na dobrych poradach, ale w założeniu powinniśmy dodać coś od siebie. Profil każdego użytkownika bazuje na komentarzach, w oparciu o które, najlepiej pozytywne, możemy wybrać bezpieczną i polecaną przez innych opcję.
Plusy:
1. Na początku pragmatyzm. Gdyby nie couchsurfing, z moim budżetem nigdy nie udałoby mi się w sezonie odwiedzić ani Rzymu, ani Sardynii. Niestety ceny w tych miejscach są wtedy ogromnie wygórowane, a hotele w większości porezerwowane dużo wcześniej. A że o moich podróżach w większości postanawiam nawet koło tygodnia przed wyjazdem, couchsurfing to doskonała opcja. Trzeba jednak spędzić odrobinę czasu na wyszukiwaniu oraz pisaniu do potencjalnych hostów.
2. Bez znajomości tej strony nigdy nie udałoby mi się nocować w pięknym apartamencie w najlepszej dzielnicy Londynu, mając do dyspozycji własny pokój i własne klucze. Rzecz się ma podobnie z Sardyńskimi noclegami na poniższej łajbie. Tak. Kołysało.
3. Z ludźmi, których za pośrednictwem CS poznałam mam kontakt po dziś dzień. Na przykład z widocznym wyżej kolegą z Nowej Zelandii, którego gościłam w styczniu, spotkałam się w marcu w Gruzji.
4. W dowolnej chwili mam możliwość wyjazdu do Szwajcarii, Czech, czy Nowej Zelandii. Co najmniej, bo stamtąd napływają bezpośrednie zaproszenia od ludzi, których już gościłam.
5. Kiedy jakimś sposobem zostaniesz w danym kraju całkiem sam, albo jeśli wybierasz się do niego bez towarzystwa, zawsze możesz wyjść z kimś na piwo. Są ludzie, którzy gościć nikogo nie chcą, ale oferują się jako oprowadzacze, lub kompani wesołych wycieczek. Świetna opcja.
Minusy:
1. Masa zboków, którzy traktują tę stronę jak portal randkowy. Dotyczy szczególnie (?) krajów islamskich i ortodoksyjnie chrześcijańskich. Na szczęście jest na nich jakieś tam lekarstwo. Można zgłosić to do administracji, a ci taki profil usuwają, ale tak czy siak powstaje ich wciąż tyle co polskich sklepów w Londynie.
2. Małe niespodzianki dla kobiet w krajach… mniej cywilizowanych. I smutno mi to pisać o mojej najdroższej Gruzji, ale to właśnie tam spotkały mnie najgorsze z moich couchsurfingowych doświadczeń. Otóż pewien pan zaoferował nam swój dom jako trzydobowe lokum. Autem zabrał nas z miasta, adresu podać za wszelką cenę nie chciał, utrzymywał, że będzie nas zewsząd odbierał autem. Ja i moja przyjaciółka byłyśmy gośćmi na gruzińskiej kolacji, kiedy o godzinie 20:00 napisano nam, że do domu już nam wrócić nie wolno, bo kobieta o tej porze nie może się nigdzie szlajać. Telefonu ów pan nie odbierał do następnego dnia do godziny 16:00 (dodam, że był to luty), kiedy to raczył nam wysłać adres "hostelu", w którym znajdują się nasze rzeczy. Gdyby nie ludzie, u których na kolacji byłyśmy gośćmi, którzy zaproponowali nam nocleg, nie wiem jak sprawa by się zakończyła. "Hostel" wyglądał bardziej jak burdel, a my, jak tylko zobaczyłyśmy nasze rzeczy, złapałyśmy za nie i biegłyśmy przed siebie co sił w nogach i zatrzymałyśmy się dopiero na chodniku, gdzie jedna i druga usiadły i zaczęły płakać.
3. Naciągacze. Podobnie jak wyżej - Gruzja. Przed wyjazdem dostałam wiadomość od Pana, który proponował, że za "jedyne" 90euro zorganizuje nam z Tbilisi wycieczkę do starej stolicy Gruzji. Powiedziałam Panu, że ładnie dziękuję, a poza tym nasz tygodniowy budżet wynosi 100euro, na co dostałam opierdziel, że nie jadę do Afryki i powinnam wziąć duuużo więcej. Co się okazało -
a) wycieczka do dawnej stolicy Gruzji wyniosła mnie 2euro, a nie 90.
b) do Polski przywiozłam z sobą 20euro. Na niczym nie oszczędzając.
Couchsurfing to cudowne doświadczenie. A jednak, w każdej chwili, kiedy zapala nam się czerwona lampka w głowie, nie powinniśmy jej ignorować. Ostrożności i dziwnych ludzi nigdy dość. Tymbardziej jeśli jesteśmy kobietą.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz