Podkreślam, że sytuacja i zdjęcia przedstawiane poniżej odnoszą się czasowo do początku lipca tego roku.
Więc subiektywnie:
1. Okazało się, że jest dość bezpiecznie. Zapytacie pewnie jak definiuję bezpieczeństwo kraju ogarniętego wojną. Ano tak, że nie boją się jego mieszkańcy. Że między zerwaną kostką Majdanu maszerują przepiękne jak zawsze Ukrainki. Że ludzie chodzą do pracy i żyją jak wcześniej, mimo że codziennie mijają pogrążony w zgliszczach Majdan. Że turystyka i handel kwitną. Restauracje hulają. Że ludzie wciąż przyjeżdżają. Zwróćcie uwagę właśnie na ogołocone z kostki brukowej podłoże. Pod schodami widać, że zostały tylko dwie kosteczki. To między innymi one swego czasu wystrzelane z katapult służyły za broń. Na Majdanie są z nich ułożone ogromne stosy. A raczej od niedawna już nie.
2. Można sobie buty o pysk Putina wytrzeć. Wszechobecne w sprzedaży są wycieraczki do butów (proszę jak sprytnie pomyślane) z jego podobizną / rejestracje które mówią skrótowo (bodajże) Putin paszoł na chuj, czy nawet jego i liliPutina prześmiewcze podobizny i karykatury powywieszane naokoło Majdanu. Wywołują niemały uśmiech na moim ryjku.
3. Uchwycić mi się niestety (a może i stety) na zdjęciu nie udało, ale Ukrainki, które od zawsze były dla mnie jednymi z najpiękniejszych kobiet świata i mają cudowne figury, przepiękne twarze i urokliwe oczy niestety mają jedną ogromną wadę. Nie do przejścia i taką, która dla mnie, jakbym facetem była, byłaby dyskwalifikująca. Mianowicie rysują sobie brwi. No obudź się przy takiej rano.
4. W metrze, zamiast remember to mind the gap zakazują się do drzwi pritulat. Nie porywajcie się tam zatem na przytulanie drzwi. I schody do metra są tak długie jak w innych postradzieckich krajach.
5. W naziemnych natomiast środkach transportu publicznego zawsze siedzi czujna pani, u której należy kupić bilet. A spróbuj nie. Już ona Cię wyczai. W marszrutkach (busikach) liczy się na uczciwość podróżujących i ich współpasażerów. Wsiadając podajesz równowartość biletu osobie koło Ciebie, ta tej obok, ta kolejnej, kolejnej, aż pinionc dociera do kierowcy. Ten nie sprawdza ile ludzi wsiada, wysiada i nie wydaje biletów. Ale z moich obserwacji wynika, że wszyscy płacą. Magia.
7. Po raz pierwszy w trakcie podróży nie udało mi się spróbować zbyt dobrego jedzenia. Przed wyjazdem nie zrobiłam odnośnie tego potrzebnego riserczu i tak wyszło. Jedliśmy gdzie popadnie. Może i kotlet kijowski i pielmieni, które jedliśmy by uszło, ale wiem, że Ukrainę stać na więcej niż to. Dużo więcej.
8. Papierosy są jeszcze tańsze niż w Gruzji (niecałe dwa złote. Serio?). To mi uświadamia ile paląc w Polszy oddaję pinionchów na akcyzę. Podobnie się rzecz ma z wódką.
9. Jest tam tysiące gruzińskich restauracji, wódek, lemoniad, ludzi, ulic i innych. Nie od dziś wiadomo, że jako dwa postradzieckie kraje mocno trzymają ze sobą sztamę.
10. Miasto teatrów i oper. Być w Kijowie i nie być w którymś (pozdrawiam swoje planowanko) to tak jak być w Barcelonie i nigdy nie widzieć Rambli.
11. Komunistyczna architektura nie należy do moich ulubionych, dlatego pod tym względem miasto mi serca nie ukradło. Ale dałam szansę nawet budowlom sakralnym. Wielu. Bez powodzenia
Krótko? Jak się uspokoi to jedźcie.













